"Gdyby ludzie zamieszkujący planetę, na której nie kwitną kwiaty, mogli je poznać, stwierdziliby, że my, ziemianie, musimy chyba szaleć z radości, mając je wciąż wokół siebie".
Iris Murdoch

piątek, 24 września 2010

Pamiętnik, kartka nr 1

     Dzisiaj piątek, w sumie zwykły dzień, jednak strasznie mnie swoimi pomysłami zaskoczył. Zajęcia szybko się skończyły, byłem około południa w domu. Po szybko spożytym obiadku „poleciałem” na działkę do wuja, żeby wypapować mu dach, cokolwiek by to nie znaczyło(wypapić, zapapic, te słowa też fajnie brzmią).  
Wujek kupił białą smołę, ale ona była brązowa. Kiedy ją takimi nieokiełznanymi lecz mającymi swój cel ruchami rozprowadzałem, nie mogłem wyjść z podziwu, jaki ona ma piękny kolor. Stojąc na dachu, ledwo co trzymającej się kupy, chałupy, rozprowadzałem białą smołę, która wyglądała mhm, bardzo apetycznie. Ta konsystencja, ten kolor, a ja byłem taki zaspany. Aż boję się pomyśleć, co było by, gdybym uległ własnym pokusom, i dziadowi głodowi. Ale białą smołę polecam każdemu. Potem bieg do domu, szybki prysznic, i na próbę poloneza. A tu polonezowa partnerka dzwoni, a właściwe ja dzwonię dlaczego jej niema, i mówi że jej nie będzie. Jako, że życie przyzwyczaiło mnie do rozczarowań związanych z kobietami, w akcie desperacji poleciałem do księgarni, ale ten akt nie jest tak drastyczny względem kolejnego. Poszedłem do fryzjera. To był kosmos. Nigdy w życiu tak dobrze nie bawiłem się w salonie fryzjerskim. Z paniami obcinaczkami śmialiśmy się co chwila, i to było najlepsze strzyżenie w życiu. A teraz, teraz jest 22:12 i ta historia ma swój ciąg dalszy.
pozdrawiam czytających

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz