"Gdyby ludzie zamieszkujący planetę, na której nie kwitną kwiaty, mogli je poznać, stwierdziliby, że my, ziemianie, musimy chyba szaleć z radości, mając je wciąż wokół siebie".
Iris Murdoch

niedziela, 19 września 2010

Wino, wino to piękna esencja owocowej namiętności.

     Przelałem w końcu wino, wino takiego trzcinowego zabarwienia. Kiedyś, gdy opowiadałem jak ów napój się robi, kolega z niedowierzaniem patrzył w moją stronę. Tylko tyle? Wystarczy zalać tylko owoce wodą i cukrem?

  
     Kto lubi mocniejsze i bardziej wyrafinowane trunki może dodać jeszcze drożdży winiarskich.  Cała prawda o winie. Przynajmniej jak dla mnie. Oczywiście inaczej ma się rzecz z zabawą o nazwie „próbowanie”. Zawszę lubię udawać szanującego się kipera, kiedy mam sposobność trzymać w dłoni dostojnie wyglądający kielich z odpowiednio zaaplikowaną zawartością. Co do nazwy samego kipera, to słowo w pełni mnie nie zadawala. Jeszcze gorzej brzmiał by koneser. A więc pozostaje smakosz, który mnie w zupełności zaspakaja.

     Co do wina, pozwolę sobie przez wzgląd na jeszcze małą ilość czytelników, napisać jak w pamiętniku cóż to za trunek.

Wino białe półwytrawne;
surowiec: głóg i dzika róża, trochę rodzynek
2 zlew 18 września 2010
minął rok czasu od zalania 1 nastawu, ale warto było czekać
jest jeszcze bardzo młode, więc poczekam kilka miesięcy aby napisać coś o smaku
aczkolwiek na ten czas, jestem ze smaku zadowolony, 1 zlew mnie przeraził, ale z róża zawsze tak jest

Pozdrawiam czytających, zapraszam do komentowania i dyskusji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz