A dzisiaj przeżyłem szok. Ksiądz
przyszedł po kolędzie i kazał mi grać na gitarze. Zawstydziłem się.
Wcześniej opowiadał, że chce zrobić kapelę rocka katolickiego. Udało mi
się popsuć kilka akordów. I tak był zadowolony, choć nie wiem dlaczego.
Wcześniej aż ukląkł abym coś zagrał. Udawał wzruszonego, jak ma gitara
wydała kilka dźwięków, choć słyszał, że była rozstrojona. Dziwne to
wszystko.
Ostatnio miałem imieniny. Nie było mnie w
domu, byłem w Krakowie. Kiedy już przyjechałem, mama nie omieszkała
urządzić rodzinnego party. Rozmowy zaczęły się niewinnie. Zacząłem
opowieść o przeżyciach w centrum małopolski. Pochwaliłem się, że miałem
gdzie spać, i dlatego nie musiałem iść na Wawel skorzystać z darmowej
łazienki. Nic w tym dziwnego i budzącego jakieś rozterki, ale moja
babcia nie dosłyszała. Powtórzyłem, babcia nadal nic nie zrozumiała. A
ponieważ wszyscy mieli dobre humory pozwoliłem sobie na lekkie obniżenie
poziomu wypowiedzi i ryknąłem stonowanym wrzaskiem „Nie byłem na
Wawelu, bo miałem gdzie się załatwić. A na Wawel chodzę zazwyczaj dla
tego, że jest tam darmowy SRACZ”. Babcia usłyszała, rodzina popadła w
jeszcze lepszy humor. Nawet po komentarzu babci „Jak ty się mariusz
odzywasz, tak można co najwyżej przy zalewajce gadać ”. Słowa te pełne
są rodzinnych wspomnień. Kiedy żył jeszcze dziadek, a ja byłem brzdącem
często przesiadywałem u babci. Czego jak czego, ale tego, że w sobotę
jest zalewajka mogłem być pewien. A dowcipy dziadka :D no cóż, lubił
poruszać dość kontrowersyjne tematy, jak by nie patrzeć, które byle jak
się miały do eleganckiego i wychowawczego zachowania. Babcia dodała
potem „ee tam do zalewajki, chyba do zalewajki bez ziemniaków”.
Wnioskując, taka zalewajka bez ziemniaków to pewnie wersja biedniejsza,
mniej szlachetna o ile można mówić, że zalewajka to szlachetna polewka.
Potem zmieniliśmy temat. Gadaliśmy o trupach, grobach i tym podobnych.
Babcia znów zaczęła wspominać coś o zupie z soboty, ale nie było to już
tak efektowane jak za pierwszym razem.
A po co ja
to pisze? Nie wiem. Pewnie z nadzieją, że to kiedyś przeczytam i wspomnę
tą zacną rodzinną imprezkę. Było dobrze, i zabawnie. Nawet udało mi się
zamknąć, szybciej niż bym się spodziewał, wszelkie tematy polityczne.
Jestem dumny.
A wszystko, co prawda skrótowo,
opisałem sobie na odwrocie biletu PKP z 1 stycznia tego roku. Jaka
relacja, głupie pytanie :D wiadomo że „Kraków Główny – Łódź Kaliska”.
Czy znudził mi się Kraków? O nie! To się stać nie może.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz