"Gdyby ludzie zamieszkujący planetę, na której nie kwitną kwiaty, mogli je poznać, stwierdziliby, że my, ziemianie, musimy chyba szaleć z radości, mając je wciąż wokół siebie".
Iris Murdoch

wtorek, 25 stycznia 2011

Pamiętnik, kartka nr 9

     A dzisiaj przeżyłem szok. Ksiądz przyszedł po kolędzie i kazał mi grać na gitarze. Zawstydziłem się. Wcześniej opowiadał, że chce zrobić kapelę rocka katolickiego. Udało mi się popsuć kilka akordów. I tak był zadowolony, choć nie wiem dlaczego. Wcześniej aż ukląkł abym coś zagrał. Udawał wzruszonego, jak ma gitara wydała kilka dźwięków, choć słyszał, że była rozstrojona. Dziwne to wszystko.

     Ostatnio miałem imieniny. Nie było mnie w domu, byłem w Krakowie. Kiedy już przyjechałem, mama nie omieszkała urządzić rodzinnego party. Rozmowy zaczęły się niewinnie. Zacząłem opowieść o przeżyciach w centrum małopolski. Pochwaliłem się, że miałem gdzie spać, i dlatego nie musiałem iść na Wawel skorzystać z darmowej łazienki. Nic w tym dziwnego i budzącego jakieś rozterki, ale moja babcia nie dosłyszała. Powtórzyłem, babcia nadal nic nie zrozumiała. A ponieważ wszyscy mieli dobre humory pozwoliłem sobie na lekkie obniżenie poziomu wypowiedzi i ryknąłem stonowanym wrzaskiem „Nie byłem na Wawelu, bo miałem gdzie się załatwić. A na Wawel chodzę zazwyczaj dla tego, że jest tam darmowy SRACZ”. Babcia usłyszała, rodzina popadła w jeszcze lepszy humor. Nawet po komentarzu babci „Jak ty się mariusz odzywasz, tak można co najwyżej przy zalewajce gadać ”. Słowa te pełne są rodzinnych wspomnień. Kiedy żył jeszcze dziadek, a ja byłem brzdącem często przesiadywałem u babci. Czego jak czego, ale tego, że w sobotę jest zalewajka mogłem być pewien. A dowcipy dziadka :D no cóż, lubił poruszać dość kontrowersyjne tematy, jak by nie patrzeć, które byle jak się miały do eleganckiego i wychowawczego zachowania. Babcia dodała potem „ee tam do zalewajki, chyba do zalewajki bez ziemniaków”. Wnioskując, taka zalewajka bez ziemniaków to pewnie wersja biedniejsza, mniej szlachetna o ile można mówić, że zalewajka to szlachetna polewka.

     Potem zmieniliśmy temat. Gadaliśmy o trupach, grobach i tym podobnych. Babcia znów zaczęła wspominać coś o zupie z soboty, ale nie było to już tak efektowane jak za pierwszym razem.

     A po co ja to pisze? Nie wiem. Pewnie z nadzieją, że to kiedyś przeczytam i wspomnę tą zacną rodzinną imprezkę. Było dobrze, i zabawnie. Nawet udało mi się zamknąć, szybciej niż bym się spodziewał, wszelkie tematy polityczne. Jestem dumny.

     A wszystko, co prawda skrótowo, opisałem sobie na odwrocie biletu PKP z 1 stycznia tego roku. Jaka relacja, głupie pytanie :D wiadomo że „Kraków Główny – Łódź Kaliska”.

     Czy znudził mi się Kraków? O nie! To się stać nie może.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz