"Gdyby ludzie zamieszkujący planetę, na której nie kwitną kwiaty, mogli je poznać, stwierdziliby, że my, ziemianie, musimy chyba szaleć z radości, mając je wciąż wokół siebie".
Iris Murdoch

poniedziałek, 15 listopada 2010

Wróbelek był sobie, skakał. A słoń stał się mrówką.

     Czy to powinno być w moim pamiętniku, chyba tak. Przecież głupolu, ja to kiedyś przeczytam, i będę mógł z obecnego stanu coś wyciągnąć, albo się pośmiać. A chciałbym tego bardzo. Ostatnie kilka dni spowodowało - NIE -  nic nie spowodowało. Po prostu nie ma mnie już. Jestem w szoku. Tydzień temu byłem sobą. Bach. Dzisiaj jestem sobą. Ale linia łącząca obie te persony wydaje się być zerwana – jestem rozradowany. Błąd, jestem wielce rozradowany.


     Kiedyś powiedziałbym, że kaczka nigdy nie stanie się fortepianem. Pewnie nawet kłóciłbym się z takimi stwierdzeniami. Myślałem, że wolna wola jest w ten sposób ograniczona, paradoksem było by dla mnie takowe stwierdzenie. Ale... Dziś wydaje mi się to zupełnie realne.  Błąd, jestem w tym przekonaniu pełen radości.

     A jeśli chodzi o kaczkę i fortepian. Nie chodzi mi o doszukiwanie się, że niby to fortepian jest ciekawszą formą bytu. Ale to tak tylko gwoli wyjaśnieniu, gdyby ktoś chciałby się mnie spytać „Słuchaj stary, a co ty w tym fortepianie widzisz?”

     Jestem z siebie dumny. Stałem się egoistą. Egoistą? A i owszem, ja lubię zjadać czas człowiekowi. Z innej perspektywy nazwał bym tą czynność dawaniem radości. Kurczę, ale czy ja nadal jestem egoistą?

     Gdybym miał teraz stwierdzić, że świat jest trudny, ponieważ nie umiem odpowiedzieć sobie na powyższe pytanie,  musiałbym być z takim „mniemaniem” w niezgodzie. Zostałem paranoikiem, z marzyciela stałem się idealistą. Jestem z siebie dumny. No i po co się kłócić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz