"Gdyby ludzie zamieszkujący planetę, na której nie kwitną kwiaty, mogli je poznać, stwierdziliby, że my, ziemianie, musimy chyba szaleć z radości, mając je wciąż wokół siebie".
Iris Murdoch

środa, 2 marca 2011

THE Sałatka


     Kiedy farba nie ima się pędzla, trudno tworzyć dzieło. Pewnie, prawdziwy artysta namalował by palcem, jednak i on zapewne odczuwałby lekki dyskomfort tworzenia. Ale jest jedna ogólna zasada, czym bardziej wprawiona ręka, czym bardziej obdarzona talentem, tym większe owoce wychodzą spad takiego „warsztatu”. Można by się na początku zastanowić, czym jest sztuka. Definicje zostawmy jednostkom z innej bajki, bo nic gorszego niż nazywanie sztuki słowami nazbyt pospolitymi nie ma(ze względów na pierwszy rzut oka oczywistych – po co coś ograniczać, skoro nie należy). Dla mnie sztuka ma jedną rolę : oddziaływać na zmysły, być prowodyrem do popełniania przemyśleń. Oczywiście, co człowiek, to opinia, jednakże niemożnością jest, aby każdemu wszystko odpowiadało, przynajmniej na ziemi.

     Ale wróćmy do owoców pracy człowieka utalentowanego. Jemu się farba pędzla trzyma. Jemu się wizję na obraz przenieść udaje. A ponad to, jemu wolno nieco więcej. W opinii powszedniej artysta może ubrać się niestosownie i tym coś kreować, może popełniać wszelakiego rodzaju niestosowności, po to tylko, by to było kiedyś zjawiskiem stosownym, bądź w teraźniejszości wzbudzało ogólne zaciekawienie. Tutaj warto zanotować, że co bardziej budzące zdziwienie, niż akceptację, co bardziej intrygujące i paradoksalnie niestosowne aniżeli oczywiste jest po prostu lepsze.

     Po cóż taki długi wstęp, w sumie trochę na wyrost? Każdy jest czymś w rodzaju artysty. Nie mieszajmy pojęć, nie chodzi mi o cyrkowca, ulicznego grajka, czy tym podobnym atrakcjom. Każdy, niekoniecznie odgrywa swoje życie, o ile je tworzy. Stwierdzenia „człowiek jest marionetką” są mi odległe. Bliżej mi do poglądu, że „człowiek jest aktorem…”. Pewnie, aktor ma do odegrania swoje przedstawienie. Jednakże, postać trzeba zbudować! Nie ma się czemu poddawać, okazać się biernym, bo wtedy być może wpadniemy w tanie odzwierciedlenie dennych słów roli(które pewnie nie są wcale denne). Kiedy się wymaluje pędzlem to, co w nas pływa, kiedy się do tego doda to co „od nas” do „roli” zaczyna być interesująco. Jest szansa stworzenia czegoś więcej niżby nam o tym mogła świadczyć przypisana rola. Każdy się chyba zgodzi(wykluczając maniakalne przypadki, które się na nic nie zgadzają), że jednoskładnikowa sałatka przestaje być sałatką(jak by nie było). Można ją nazwać jakoś inaczej, sam nie wiem, zbiorem elementów podobnych zbudowanych z tego samego tworzywa, zakładając, że pokroimy to w miarę podobnie, ale tutaj już ograniczam, czego robić nie chcę. Wracając, nasza rola jest jedynie jednym ze składników. Nie na darmo dostajemy miliony okazji, żeby sobie namieszać, jednak myślę, że nie ma nic gorszego nic próżne czekanie, aż sałatka, która sałatką zwana być nie może, nią się sama stanie. Może i za bardzo zobrazowana myśl, ale sałatki bardzo lubię. Chodzi mi o to, iż jak by niebyło, aktorzy bywają artystami(tworzą i są częścią sztuki) co odwołuje się stanowczo do wstępu. Pozdrawiam

3 komentarze:

  1. nie, nie, nie, właśnie tu się nie mogę zgodzić, że artyście farba pędzla się trzyma, że udaje się przenieść na płótno to, co się ma w głowie. To jest pieprzone przekleństwo noszone w głowie-masz w niej tyle nieposkładanych myśli, wizji i nigdy, nigdy w życiu nie uda się tego wyrazić. Żyj z taką świadomościa-albo popełnisz samobójstwo, albo wpadniesz w alkoholizm i narkotyki, zdziwaczejesz, albo sama nie wiem ;) skaza na całe życie

    OdpowiedzUsuń
  2. owszem :D można sobie i uszy obcinać, ale... masz na pewno rację :D, z tym, że ja miałem na myśli prawdziwego artystę, kogoś, kto nie przejmuje się czym i w jakim oświetleniu maluje, tylko po prostu tworzy(być może jestem zbyt wymagający, ale sztuka to nie matematyka, to znaczy dla mnie osobiście). malarzy i dzieło-twórców jest wielu, a artystów, mhm, o prawdziwych artystach... A co do przekleństwa w głowie, :D to może i owszem, jakiś syndrom artysty :D, ale nic więcej. to znaczy, tutaj można zacząć temat "rzekę" bo wszystko zależy od tego jak patrzymy i czego oczekujemy od gościa który tworzy. nie neguję twojej opinii, i szanuję ten pogląd, ale mi nieco inaczej się na to patrzy. Zamysłem jednak posta nie było się jednak skupiać na problemach artysty :D miało to być niejako pomocą w zerknięciu z innej perspektywy na to, co nas otacza, i co sami kreujemy. ale dzięki :D za pogląd, bo mi się na chwilę zapomniało, że są artyści i artyści :D popełniłem pewnego rodzaju uogólnienie, ale to był celowy zabieg. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to znaczy jeszcze sprostowanie, plastyk, czy ktoś kto się zajmuję grafiką, rzeźbą nie zasługuje od razu na miano artysty. oczywiście, może nim zostać :D ale "dajmy czasowi czas" popełniając myśl "a kto tak ładnie wyrzeźbił wzniesienia"

    OdpowiedzUsuń